Morning light and crepuscular rays over a Tuscan valley, an image evoking the philosophy of attention

Filozofia uwagi: dlaczego to, na co patrzysz, staje się twoim światem

Filozofia uwagi zaczyna się od niewygodnej obserwacji: twoje życie nie składa się ze wszystkiego, co ci się przydarzyło. Składa się z tej części, którą naprawdę zauważyłeś. Reszta przepłynęła przez ciebie jak pogoda przez otwarte okno.

To nie metafora. To niemal definicja. Uwaga jest wąską bramą, przez którą świat staje się twoim światem — a ponieważ brama jest wąska, to, na co kierujesz uwagę, nie jest szczegółem twojego istnienia. Jest jego architekturą.

Przez większą część XX wieku uwagę badano niemal wyłącznie jako problem techniczny: wąskie gardło, filtr, ograniczony zasób do rozdzielenia. Ta praca była rzetelna i wiele nas nauczyła. Pominęła jednak pytanie starsze, które filozofowie stawiali od stuleci i które dopiero teraz odzyskujemy: uwaga nie jest tylko czymś, co robi mózg. Jest czymś, co człowiek daje. A tego, co dajesz, nie możesz dać dwa razy.

Spis treści

O co naprawdę pyta filozofia uwagi

Zapytaj kognitywistę, czym jest uwaga, a otrzymasz odpowiedź o selekcji: układ nerwowy odbiera znacznie więcej informacji, niż jest w stanie przetworzyć, więc ustala priorytety. Zapytaj filozofa, a otrzymasz zupełnie inne pytanie: kto dokonuje selekcji i co ta selekcja robi z tym, kto jej dokonuje?

Stanford Encyclopedia of Philosophy zauważa, że najgłębsze spory o uwagę dotyczą źródła jej selektywności — czy wynika ono z ograniczeń przetwarzania w mózgu, czy z ograniczeń tego, co myślący podmiot może świadomie utrzymać. Rozróżnienie brzmi akademicko. Nie jest takie. Jedna wersja czyni z uwagi mechanizm, który ci się przydarza. Druga czyni z niej akt, który wykonujesz.

Filozofia uwagi traktuje tę drugą poważnie, nie porzucając pierwszej. Przyjmuje każde ustalenie o sieciach uwagowych i dodaje pytanie, na które same ustalenia odpowiedzieć nie mogą: jeśli uwaga jest częściowo wolicjonalna, to jakość życia zależy częściowo od tego, dokąd człowiek raz po raz wybiera patrzeć.

To jest zawias całego tego tekstu. Nie ile masz uwagi. Jakiego rodzaju.

Trzy definicje, powiedziane wprost

Ponieważ dalsza część łączy filozofię z konkretną praktyką, trzy terminy zasługują na czyste, samodzielne definicje.

Ad Unum Experience to doświadczeniowa ścieżka szkoleniowa Reconnective Academy International, oparta na założeniu, że świadomość jest partycypacyjna: stan obserwatora współtworzy to, co obserwacja odsłania. To kurs zdyscyplinowanego używania uwagi i obecności, a nie system wierzeń ani terapia.

Ad Unum Energy Healing to stosowana gałąź tej samej ścieżki, w której wytrenowana jakość obecności jest ofiarowana w relacji z drugą osobą. Jest ściśle ujęta jako komplementarna praca nad dobrostanem — nigdy diagnoza, nigdy leczenie, nigdy zastępstwo opieki medycznej lub psychologicznej.

Filary Ad Unum to trzy powiązane tezy: (1) obserwator nigdy nie jest neutralny; (2) autentyczny kontakt dwóch świadomych istot wytwarza coś, czego żadna z nich nie miała osobno — ruch od splątania ku fuzji; (3) ta fuzja rozwiązuje się w jedności — Jednym — a potem wraca, przemieniona, do zwykłego życia. Powrót nie jest opcjonalny. Jedność, która nie wraca i nie robi nic użytecznego, jest doznaniem estetycznym, nie filozofią.

Uwaga jako filtr: co potwierdzają dane

Bądźmy precyzyjni co do nauki, bo filozofia jest mocniejsza, gdy nie przekracza swoich kompetencji.

W 1990 roku Michael Posner i Steven Petersen zaproponowali, że uwaga nie jest jedną rzeczą, lecz systemem częściowo niezależnych sieci — jednej do orientowania się na miejsca, drugiej do czujności i utrzymywania gotowości, trzeciej do kontroli wykonawczej i rozwiązywania konfliktów (Posner i Petersen, 1990). Dwie dekady neuroobrazowania doprecyzowały ten obraz, a nie go obaliły (Petersen i Posner, 2012).

Maurizio Corbetta i Gordon Shulman opisali następnie użyteczny podział pracy: grzbietową sieć czołowo-ciemieniową, która realizuje odgórną selekcję ukierunkowaną na cel, oraz sieć brzuszną, w dużej mierze zlateralizowaną prawostronnie, działającą jak wyłącznik bezpieczeństwa, gdy coś wyrazistego lub nieoczekiwanego domaga się uwagi (Corbetta i Shulman, 2002).

Przeczytaj tę architekturę powoli, a wypadnie z niej coś filozoficznego. Masz system utrzymujący wybrany przedmiot i system, którego zadaniem jest ci przerywać. Uwaga jest więc nieustanną negocjacją między intencją a przerwaniem. Każda kultura, każda technologia, każda relacja albo wzmacnia pierwszy system, albo karmi drugi.

Istnieje też znane ustalenie o koszcie dryfu. Matthew Killingsworth i Daniel Gilbert przebadali tysiące osób w toku zwykłego życia i stwierdzili, że umysł błądzi przez znaczną część czasu, a to błądzenie wiązało się z gorszym nastrojem — także wtedy, gdy dryf zmierzał ku przyjemnym tematom (Killingsworth i Gilbert, 2010). Korelacja jest umiarkowana, a badanie nie jest ostatnim słowem w żadnej sprawie. Ale wynik jest uderzający: bycie gdzie indziej kosztuje, nawet gdy to „gdzie indziej” jest przyjemne.

Czego dane nie pokazują: że uwaga jest zdolnością mistyczną, że skupienie zmienia materię na odległość albo że koncentracja leczy choroby. Kto mówi inaczej, coś ci sprzedaje. Filozofia uwagi nie potrzebuje takich twierdzeń i jest przez nie osłabiana.

William James i moralny ciężar zauważania

Najczęściej cytowanym zdaniem w historii badań nad uwagą jest uwaga Williama Jamesa, że każdy wie, czym jest uwaga — a zaraz po niej rozdział dowodzący, że prawie nikt nie wie (James, 1890, rozdz. XI).

James dostrzegł dwie rzeczy, które jego następcy często pomijali. Po pierwsze, że uwaga ma odmiany — bierną i wolicjonalną, zmysłową i intelektualną, bezpośrednią i pochodną — i że nie są wymienne. Po drugie, radykalniej, że powtarzane ćwiczenie uwagi wolicjonalnej jest niemal całym charakterem. To, do czego człowiek potrafi wracać raz jeszcze, gdy stało się nudne, jest tym, co ten człowiek ostatecznie potrafi zrobić.

Dlatego James należy do rozmowy o rozwoju osobistym, a nie tylko do programu psychologii. Umieścił miejsce kształtowania siebie nie w dramatycznych decyzjach, lecz w mało efektownym akcie przywracania błądzącego umysłu. Nie raz. Dziesięć tysięcy razy.

To wymagająca teza i warto zauważyć, co wyklucza. Wyklucza przemianę przez sam wgląd. Możesz doskonale zrozumieć prawdę i pozostać dokładnie tą osobą, którą byłeś, ponieważ rozumienie jest tanie, a uwaga droga.

Weil i Murdoch: uwaga jako najrzadsza hojność

Dwie filozofki XX wieku popchnęły tę myśl dalej niż James, w kierunku, który zmienia to, czemu uwaga służy.

Simone Weil opisywała uwagę jako rodzaj zdyscyplinowanego czekania — zawieszenia własnego programu, by coś innego niż ja mogło dotrzeć nienaruszone. W jej ujęciu uwaga nie jest chwytaniem, lecz opróżnianiem; nie zagarnięciem przedmiotu, lecz zrobieniem dla niego miejsca (Stanford Encyclopedia of Philosophy: Simone Weil). I jest, jak sądziła, nadzwyczaj trudna i nadzwyczaj rzadka.

Iris Murdoch wzięła słowo Weil i uczyniła je centrum filozofii moralnej. Dla Murdoch uwaga to „sprawiedliwe i miłujące spojrzenie skierowane na indywidualną rzeczywistość” — a życie moralne polega mniej na dobrym wyborze w chwili decyzji niż na wcześniejszym dobrym patrzeniu, tak by w momencie decyzji sytuacja była już widziana jasno (Stanford Encyclopedia of Philosophy: Iris Murdoch).

Wgląd Murdoch łatwo przeoczyć i trudno potem odzobaczyć. Większość naszych najgorszych decyzji nie zapadła w chwili wyboru. Zapadła wcześniej, w niedbałości, z jaką patrzyliśmy na osobę albo na problem. Gdy przyszło wybierać, nie było już między czym wybierać.

To nadaje uwadze moralną fakturę, jakiej mechanizm filtrujący mieć nie może. Filtr jest neutralny. Spojrzenie nie jest. Może być wydobywcze albo hojne, niecierpliwe albo cierpliwe, redukujące albo otwarte — a temu, na co patrzymy, nie jest obojętne, które otrzymuje.

Dlaczego obserwator nigdy nie jest neutralny

To prowadzi nas do pierwszego filaru Ad Unum i do twierdzenia, które trzeba sformułować ostrożnie, bo bardzo łatwo sformułować je źle.

Wersja niedbała brzmi: fizyka kwantowa dowodzi, że świadomość tworzy rzeczywistość. Nie dowodzi. Pomiar w mechanice kwantowej to interakcja z aparaturą fizyczną, a spory interpretacyjne o to, co to znaczy, są naprawdę otwarte. Kto mówi ci, że sprawa jest rozstrzygnięta — w którąkolwiek stronę — nie relacjonuje fizyki. Relacjonuje preferencję.

Wersja ostrożna jest zarazem skromniejsza i użyteczniejsza, i w ogóle nie wymaga fizyki.

W każdym spotkaniu dwóch świadomych istot stan obserwatora jest częścią obserwowanej sytuacji. Wystraszony obserwator wytwarza inną rozmowę niż spokojny — nie dlatego, że strach zmienia fotony, lecz dlatego, że druga osoba również postrzega, również się dostraja, również odpowiada na pole sygnałów daleko poniżej progu mowy. Wnieś niecierpliwość do pokoju, a pokój stanie się pokojem zawierającym niecierpliwość. To nie mistycyzm. To znaczy, że dwa układy nerwowe są w tej samej przestrzeni.

Fenomenologia mówiła to długo przedtem, nim neuronauka miała narzędzia, by zajrzeć. Postrzeganie nie jest w tej tradycji kamerą odbierającą scenę; jest ucieleśnionym podmiotem zaangażowanym w świat, który pokazuje się inaczej w zależności od zaangażowania. Postrzegać to już uczestniczyć.

Więc gdy mówimy, że obserwator nigdy nie jest neutralny, wypowiadamy się o relacji, nie o fizyce cząstek. Słownik kwantowy może służyć jako uczciwa analogia — sposób wskazania uczestnictwa i nieseparowalności — pod warunkiem, że za każdym razem jest oznaczony jako analogia. Tak użyty oświetla. Użyty jako dowód psuje i zasługuje na sceptycyzm, który przyciąga. O tym, jak trzymamy tę linię, przeczytasz na naszej stronie o nauce.

Ekonomia uwagi i erozja głębi

Jest powód, dla którego filozofia uwagi stała się pilna, a nie tylko interesująca.

Przez niemal całe dzieje ludzkości uwaga była rzadka, lecz nieroszczona. Nikt nie zbudował maszynerii do jej zbierania. Dziś ogromny przemysł jest zoptymalizowany, z wielką finezją i sporym talentem, by uruchamiać właśnie tę brzuszną sieć opisaną przez Corbettę i Shulmana — system przerwań. Każde powiadomienie to mały, dobrze zaprojektowany exploit obwodu, który wyewoluował, by ostrzegać cię przed drapieżnikami.

Pomyśl, co to robi w skali lat, nie minut. Jeśli charakter buduje się powtarzanym ćwiczeniem uwagi wolicjonalnej, a otoczenie jest zaprojektowane tak, by uwagę wolicjonalną maksymalnie utrudnić, to otoczenie nie jest tylko rozpraszające. Jest formujące. Wytwarza pewien typ człowieka.

Zauważ, że ten argument nie wymaga moralnej paniki ani nostalgii. Nie twierdzi, że technologia jest zła ani że ludzie są słabsi niż dawniej. Twierdzi coś węższego i trudniejszego do zbycia: zdolności, których się nie ćwiczy, nie utrzymują się, a zdolność utrzymania przedmiotu uwagi wbrew oporowi jest jedną z nich.

Odpowiedzią nie może być po prostu mniej konsumować. Musi być więcej ćwiczyć — świadomie, strukturalnie, z taką powagą, z jaką muzyk traktuje gamy.

Ad Unum: splątanie, fuzja i ewolucyjny powrót

Wszystko powyższe to filozofia, którą mógłby przyjąć każdy myślący człowiek. To, co następuje, to sposób, w jaki wprzęgamy ją do pracy na ścieżce Ad Unum — i warto powiedzieć wprost, jaka jest kolejność.

Splątanie. Dwie osoby dają sobie autentyczną, nieobronną uwagę. Coś zaczyna się korelować: oddech, tempo, kształt ciszy. To obserwowalne i zwyczajne. Kto siedział przy umierającym przyjacielu albo trzymał noworodka, zna ten stan bez potrzeby słowa.

Fuzja. Granica między tym, kto uważa, a tym, na kogo uwaga jest skierowana, staje się trudna do umiejscowienia. Nie zniesiona — trudna do umiejscowienia. Opróżnienie Weil i sprawiedliwe spojrzenie Murdoch opisują ten sam próg z dwóch stron: moment, w którym obserwator przestaje zarządzać spotkaniem i zaczyna do niego należeć.

Jedno. Tradycje kontemplacyjne wszystkich kultur donoszą o stanie, w którym poczucie oddzielenia cieńczeje. Nie wysuwamy żadnych roszczeń metafizycznych co do tego, czym ten stan jest. Odnotowujemy, że jest relacjonowany konsekwentnie, że nie należy do żadnej pojedynczej religii i że wydaje się zależeć od warunków, które można kultywować.

Ewolucyjny powrót. To filar, który liczy się najbardziej i o którym mówi się najmniej. Jedność, która zostaje w sali, jest przyjemnym doznaniem. Jedność, która wraca — która zmienia to, jak ktoś rozmawia z córką we wtorek, jak radzi sobie z kolegą, który go zawiódł, co potrafi teraz usłyszeć bez bronienia się — jest jedyną wersją wartą budowania wokół niej praktyki.

Oceniaj każdą filozofię uwagi, także naszą, wedle tego kryterium. Nie po tym, jak czuł się szczyt. Po tym, co zeszło na dół.

Trenować uwagę, nie stając się fanatykiem

Trening uwagi ma podstawę empiryczną i jest ciekawszy, niż zwykle przyznają zarówno jego promotorzy, jak i krytycy.

Antoine Lutz i współpracownicy wprowadzili użyteczne rozróżnienie między praktyką uwagi skupionej, która wciąż wraca do wybranego przedmiotu, a praktyką otwartego monitorowania, która kultywuje niereaktywną świadomość tego, co się pojawia (Lutz, Slagter, Dunne i Davidson, 2008). To odmienne treningi o odmiennych efektach, a wrzucanie ich do jednego worka „medytacji” zamąciło wiele badań.

Późniejszy przegląd Yi-Yuan Tanga, Britty Hölzel i Michaela Posnera przeanalizował dane neuroobrazowe i znalazł spójne efekty w regulacji uwagi, regulacji emocji i samoświadomości — odnotowując uczciwie, że znaczna część literatury cierpi na małe próby, słabe warunki kontrolne i błąd publikacyjny (Tang, Hölzel i Posner, 2015).

Obie rzeczy są prawdziwe jednocześnie. Coś realnego jest trenowane. Wielkość efektu bywała przesadzana. Utrzymać obie naraz — to właśnie znaczy opierać się na dowodach, a nie tylko na entuzjazmie.

Trzy zasady rządzą tym, jak uczymy tego na kursach Academy:

Jakość przed czasem trwania. Dziesięć minut nieobronnej uwagi jest warte więcej niż godzina monitorowanego wykonania. Długie sesje potrafią stać się wyrafinowaną formą unikania.

Relacja jako poligon. Uwaga ćwiczona wyłącznie w ciszy zwykle załamuje się w kontakcie z irytującym człowiekiem. Jeśli praktyka nie przetrwa trudnej rozmowy, nie została jeszcze przyswojona.

Bez dogmatu, bez kultu linii przekazu. Każdy nauczyciel, który nie potrafi powiedzieć „nie wiem”, albo którego rama jest z założenia niefalsyfikowalna, zasługuje na tę samą ostrożność co każde inne niefalsyfikowalne twierdzenie. Dotyczy to również nas. Sprawdź, co mówimy, wobec własnego doświadczenia i wobec literatury.

Trzy eksperymenty myślowe

1. Niewidzialny pokój. Opisz teraz z pamięci sufit pokoju, w którym spędziłeś najwięcej godzin swojego życia. Większość nie potrafi. Był w polu widzenia tysiące godzin i nigdy nie otrzymał uwagi. To zwykły stan rzeczy: ogromna ekspozycja, minimalny kontakt. A teraz zadaj to samo pytanie o człowieka.

2. Dwoje słuchających. Wyobraź sobie, że opowiadasz bolesną historię dwóm osobom. Obie milczą. Obie utrzymują kontakt wzrokowy. Jedna przygotowuje odpowiedź, druga nie. Rozpoznałbyś różnicę w trzydzieści sekund i nie umiałbyś powiedzieć dokładnie po czym. Ta niewykrywalna, lecz nieomylna różnica jest przedmiotem całej tej dyscypliny. Jest też powodem, dla którego obserwator nie może być neutralny: w milczeniu drugiego słuchacza nie było nic biernego.

3. Ponowna lektura. Weź akapit, który wydał ci się nijaki w ukochanej książce, i przeczytaj go cztery razy powoli. Często — nie zawsze — pojawia się coś, co przy pierwszym przejściu było niewidoczne. Tekst się nie zmienił. Zmieniła się jakość patrzenia. To najmniejsza możliwa demonstracja centralnej tezy filozofii, z której pracujemy: to, co rzecz ci pokaże, zależy częściowo od tego, jak do niej podchodzisz.

Czego uwaga nie potrafi

Uczciwy tekst nazywa swoje granice.

Uwaga nie leczy chorób. Nie zastępuje leczenia medycznego, opieki psychiatrycznej, psychoterapii ani leków, i nic w tym tekście nie powinno być czytane jako zachęta do ich odkładania lub przerywania. Praca z obecnością opisana tutaj to komplementarna praktyka dobrostanu — może wspierać sposób, w jaki człowiek spotyka to, co go spotyka, co nie jest mało, i nie jest tym samym co leczenie.

Uwaga nie czyni cię też dobrym. Śledczy, oszuści i drapieżcy miewali doskonałą uwagę. To, co opisują Weil i Murdoch, to uwaga o określonym zabarwieniu moralnym — hojna, a nie wydobywcza — a to zabarwienie jest osobnym osiągnięciem, nie automatycznym produktem ubocznym skupienia.

Wreszcie uwaga nie skaluje się w nieskończoność. Jest naprawdę skończona, a udawanie inaczej produkuje wyczerpanych ludzi przekonanych, że ich wyczerpanie jest osobistą porażką. Wybieranie tego, na co nie zwracać uwagi, należy do dyscypliny, a nie jest jej zdradą.

Najczęstsze pytania

Czym jest filozofia uwagi?

Filozofia uwagi bada uwagę jako akt, a nie tylko jako mechanizm: co znaczy, że świadomy podmiot dokonuje selekcji, co ta selekcja robi z nim samym i z tym, na co patrzy. Od nauk kognitywnych bierze wiedzę o tym, jak uwaga działa, a od filozofii — zwłaszcza fenomenologii i filozofii moralnej — wiedzę o tym, ile jest warta.

Czy „obserwator nigdy nie jest neutralny” to teza fizyki kwantowej?

Nie. To teza o relacji. W każdym spotkaniu świadomych istot stan obserwatora jest częścią sytuacji i w mierzalny sposób kształtuje jej przebieg. Słownik kwantowy służy tu jako analogia uczestnictwa i nieseparowalności, nigdy jako dowód. Pytania interpretacyjne w fizyce pozostają otwarte i nie rozstrzyga się ich przez pożyczanie jej słów.

Jaka jest różnica między uwagą skupioną a otwartym monitorowaniem?

Praktyka uwagi skupionej wciąż przywraca świadomość do jednego wybranego przedmiotu i trenuje zdolność zauważania dryfu i korygowania go. Otwarte monitorowanie kultywuje szeroką, niereaktywną świadomość tego, co się pojawia, bez selekcji. Dają różne umiejętności, a badania sugerują różne sygnatury neuronalne — warto wiedzieć, którą się faktycznie robi.

Czy trening uwagi ma realne dowody?

Tak, z zastrzeżeniami, które trzeba wypowiedzieć. Przeglądy raportują spójne efekty w regulacji uwagi, regulacji emocji i samoświadomości, obok realnych słabości metodologicznych w części literatury — małe próby, słabe kontrole aktywne, błąd publikacyjny. Odpowiedzialne podsumowanie brzmi: coś realnego jest trenowane, a skala bywała zawyżana.

Jak filozofia uwagi ma się do Ad Unum Experience?

Ad Unum Experience jest jej praktycznym przekładem. Kurs trenuje jakość obecności, którą Weil i Murdoch opisują filozoficznie, pracuje z nią w relacji, a nie w izolacji, i poddaje całość jednemu testowi: co zmienia się potem w zwykłym życiu. Filary — nieneutralny obserwator, splątanie ku fuzji, jedność i ewolucyjny powrót — są strukturą tego treningu.

Czy praktyka uwagi może zastąpić terapię albo leczenie?

Nie. To komplementarna praca nad dobrostanem i nigdy zastępstwo opieki medycznej lub psychologicznej. Jeśli chorujesz, cierpisz albo jesteś w trakcie leczenia, pracuj dalej ze swoimi klinicystami. Praktyka obecności może wspierać sposób, w jaki spotykasz sytuację; nie leczy schorzenia, a każde nauczanie sugerujące inaczej należy odrzucić.

Jak zacząć, praktycznie, w tym tygodniu?

Wybierz jedną powtarzalną rozmowę — ta sama osoba, ta sama pora dnia. Zrób w niej jedną rzecz: przestań układać odpowiedź, kiedy druga osoba mówi. To całe zadanie. Jest znacznie trudniejsze, niż brzmi, nie wymaga sprzętu ani wiary, a w tydzień nauczy cię o twojej uwadze więcej niż większość lektur.

Źródła

  1. Mole, C. Attention. Stanford Encyclopedia of Philosophy. plato.stanford.edu/entries/attention/
  2. Simone Weil. Stanford Encyclopedia of Philosophy. plato.stanford.edu/entries/simone-weil/
  3. Iris Murdoch. Stanford Encyclopedia of Philosophy. plato.stanford.edu/entries/murdoch/
  4. Phenomenology. Stanford Encyclopedia of Philosophy. plato.stanford.edu/entries/phenomenology/
  5. James, W. (1890). The Principles of Psychology, ch. XI: Attention. Classics in the History of Psychology
  6. Posner, M. I., & Petersen, S. E. (1990). The attention system of the human brain. Annual Review of Neuroscience, 13, 25–42. doi.org/10.1146/annurev.ne.13.030190.000325
  7. Petersen, S. E., & Posner, M. I. (2012). The attention system of the human brain: 20 years after. Annual Review of Neuroscience, 35, 73–89. doi.org/10.1146/annurev-neuro-062111-150525
  8. Corbetta, M., & Shulman, G. L. (2002). Control of goal-directed and stimulus-driven attention in the brain. Nature Reviews Neuroscience, 3, 201–215. doi.org/10.1038/nrn755
  9. Killingsworth, M. A., & Gilbert, D. T. (2010). A wandering mind is an unhappy mind. Science, 330(6006), 932. doi.org/10.1126/science.1192439
  10. Lutz, A., Slagter, H. A., Dunne, J. D., & Davidson, R. J. (2008). Attention regulation and monitoring in meditation. Trends in Cognitive Sciences, 12(4), 163–169. doi.org/10.1016/j.tics.2008.01.005
  11. Tang, Y.-Y., Hölzel, B. K., & Posner, M. I. (2015). The neuroscience of mindfulness meditation. Nature Reviews Neuroscience, 16, 213–225. doi.org/10.1038/nrn3916

Ten artykuł ma charakter edukacyjny i refleksyjny. Nie stanowi porady medycznej ani psychologicznej i nie zastępuje opieki profesjonalnej.


\n

Guglielmo Poli, Director of Reconnective Academy International

Guglielmo Poli
Dyrektor Reconnective Academy International
Autor książki Consciousness and Healing
Założyciel Ad Unum Experience

SHARE POST

Upcoming Events